Relacje z wyprawy dostępne na Blip oraz album zdjęć
Dziś muszę coś zmienić, bo jeszcze kawał drogi przede mną, a już ledwo co idę. Odgnioty na ramionach mówią same za siebie. Po pierwszę plecak-za ciężki. Po drugie samemu idzie się trochę samotnie, trochę?...BARDZO samotnie, problem gdy trzeba zrobić zdjęcie ( wiem że istnieje takie coś jak statyw ale niestety go nie posiadam). Zbliża się święto w sobotę 15 sierpnia, a także wesele, na które zostałem poproszony. Obiecałem i dałem słowo, że może na mnie liczyć - więc idę. Do tego jeszcze boli mnie ząb, więc akurat go naprawię. Kilka rzeczy zbiegło się w jednym momencie, więc jest to dobry moment, aby się przeorganizować na dalszą trasę. Te pierwsze trzy dni wędrówki dały mi trochę do myślenia, wiem nad czym muszę popracować i jak bardziej się zorganizować, jeśli chcę dotrzeć na Mierzeję Wiślaną.
Dziś wracam do Rzeszowa, potem na wesele, a od poniedziałku maszeruję dalej dokładnie z Międzywodzia...
Mój Anioł mi sprzyja, to następny CUD. Dziś akurat kończy się turnus wczasowy w ośrodku Energetyk wczasowiczów z Rzeszowa. Wracają autokarem, akurat dziś i akurat mogę się z nimi zabrać. Plecak zostawiłem u kierownika Tomka, zabrałem tylko to co jest mi zbędne. Dużo ludzkiej życzliwości mnie spotyka i wiem, że "ktoś" z góry nade mna czuwa, wiem to i czuję. Dziękuję.