Zaznacz kontynent, państwo i wpisz miasto miejsca, które opisujesz.
Wpisz ciekawy tytuł swojego komentarza. Gdy wpis się ukarze, dostaniesz powiadomienie na podany adres e-mail. Treść komentarzy nie może zawierać treść sprzecznych z prawem.
Wasze wpisy
Beethoven, papierosy i kocyk..
brak / brak
Gdybym znalazła się na bezludnej wyspie, byłaby to decyzja przemyślana, zaplanowana...bo na pewno nie z przypadku:)JA, Kobieta- ograniczona bagażem składającym się z trzech przedmiotów (bardzo abstrakcyjne i mało profesjonalne), zabrałabym: ipoda na baterie słoneczne, którego sama w przyszłości skonstruuję i opatentuję, na którym to znalazłby się Beethoven ze swoimi nieśmiertelnymi symfoniami, dołączyłabym do tego papierosy rzecz jasna... (odpalane na krzemienie, w które to wybrana przeze mnie wyspa byłaby niezwykle bogata)L&M light:).. hmm.... no i kocyk oczywiście... mój ulubiony.. biały, wełniany, dziergany przez babcię. Swój wybór argumentuję tym, że gdybym w ogóle chciała jechać na jakąś bezludną wyspę to wybrałabym się tam tylko po to, żeby umrzeć (w spokoju). Więc umarłabym przy Beethovenie, z patosem bym umarła...:P przed śmiercią zapaliłabym papierosa (nie wykluczając zgonu z przepalenia) i umierając nakryłabym się babcinym kocykiem, co by mnie muchy nie obsiadły. Bo żeby znaleźć się na bezludnej wyspie nie musimy nigdzie jechać... musimy tylko odnaleźć spokój w sobie samych.. wtedy to, każde miejsce w jakim przebywamy może przemienić się w nasz własny, intymny azyl... nawet jeśli jest tylko metrem czy centrem handlowym... lub pociągiem, albo tramwajem... albo ulicą.. ...parkiem?? Uczelnią... salą koncertową... kopalnią..............
Beethoven, papierosy i kocyk..
brak / brak
Gdybym znalazła się na bezludnej wyspie, byłaby to decyzja przemyślana, zaplanowana...bo na pewno nie z przypadku:)JA, Kobieta- ograniczona bagażem składającym się z trzech przedmiotów (bardzo abstrakcyjne i mało profesjonalne), zabrałabym: ipoda na baterie słoneczne, którego sama w przyszłości skonstruuję i opatentuję, na którym to znalazłby się Beethoven ze swoimi nieśmiertelnymi symfoniami, dołączyłabym do tego papierosy rzecz jasna... (odpalane na krzemienie, w które to wybrana przeze mnie wyspa byłaby niezwykle bogata)L&M light:).. hmm.... no i kocyk oczywiście... mój ulubiony.. biały, wełniany, dziergany przez babcię. Swój wybór argumentuję tym, że gdybym w ogóle chciała jechać na jakąś bezludną wyspę to wybrałabym się tam tylko po to, żeby umrzeć (w spokoju). Więc umarłabym przy Beethovenie, z patosem bym umarła...:P przed śmiercią zapaliłabym papierosa (nie wykluczając zgonu z przepalenia) i umierając nakryłabym się babcinym kocykiem, co by mnie muchy nie obsiadły. Bo żeby znaleźć się na bezludnej wyspie nie musimy nigdzie jechać... musimy tylko odnaleźć spokój w sobie samych.. wtedy to, każde miejsce w jakim przebywamy może przemienić się w nasz własny, intymny azyl... nawet jeśli jest tylko metrem czy centrem handlowym... lub pociągiem, albo tramwajem... albo ulicą.. ...parkiem?? Uczelnią... salą koncertową... kopalnią..............